Legenda
Mawia dzisiaj dziad i pradziad, w Gople mamy teraz spokój.
Jednak het gdzie nasza pamięć sięga, były bitwy, była nędza.
Woda – nie jeden odcień przybierała czerwieni, gdy w pobliżu woje padali strudzeni.
Brzeg zasłany gęsto truchłem, sępy krążą – chcą swą ucztę.
Coraz głośniej brzęczy stal, echo niesie krzyki w dal.
Bitwa krwawe zbiera żniwa, muzyka smutna konającym przygrywa.
Miecze świszczą nieustannie, kierowane tak starannie.
By wrogowi zadać cios, wygrać walkę, taki los.
Ale cóż tu począć mamy, głowy łatwo nie oddamy, bohaterski akt dla jednych, będzie zgubą dla kolejnych.
Nikt już nie pamięta o co, ale walczą z całą mocą. Może wola świętowita, może biesa albo licha? Tego nie wie nikt już raczej, chyba tylko podżegacze.
A tych ponoć całkiem sporo, w cieniu gdzieś jest dobrze skrytych, sączą jad do uszu władców prowadząc ich do upadku. Woje wiedzą wszyscy dobrze, że tak walczyć jest niemądrze, ale co Ci mali mogą, możnowładców słuchać muszą, cierpieć przy tym swoją duszą.
Konflikt ten od wieków nie wyjaśniony, bez przewagi dla żadnej strony.
I tak pewnie by to trwało lat kolejnych jeszcze wiele, gdyby nie Fifonżus i przyjaciele.
Bohaterstwo ich jest znane, przez starszyznę młodszym pokoleniom chętnie opowiadane.
Więc cofniemy się dzisiaj do przeszłości by poznać historię pogrzebanych w piachu kości.
Księżniczka jechała karocą, w małej obstawie, pod osłony nocą. Tak poradził im króla doradca, srebrnikami judasza wypełniona jest jego sakwa.
Architekt ten wydarzeń niefortunny, plan miał niestety całkiem spójny.
Księżniczka wiozła wieści wielkiej wagi, królowi miały zapewnić należytej przewagi.
Niestety niczego nie świadoma na wielkie niebezpieczeństwo została wystawiona.
Traktem starym jechać w lekkiej obstawie, podróżować po cichu w wysokiej trawie.
U podnóża góry i wśród drzew korzeni, jechali tak odważnie niczym nie strudzeni.
Bo plan ten sukcesem mógł być tylko zwieńczony, gdyby przez judasza wrogowi nie został wyjawiony.
Syk cięciwy puszczonej, przeszył powietrze, strzała poleciała prędko, trafiła woźnicę prosto w gardełko.
Kolejne niestety też nie chybione znalazły swój cel – tak wymierzone.
Księżniczka bez obstawy została całkiem, z jednym tylko niewielkim śmiałkiem.
Śmiałek ten szkolony w sztuce cienia, wykorzysta harmider i uniknie czujnego wroga spojrzenia. Od królewny odebrał on ostatnie rozkazy, nikt go już tutaj nie zauważy.
Niestety księżniczka będzie pojmana, a przez kolejne dni torturowana. Zamknięta została w wielkiej wieży, kapłani zapomnieli chyba zmówić za nią pacierzy. Jednak wróg nie docenił niewieściej wartości, niczym nie złamie jej wytrwałości. I nawet gdy suknia była mocno szarpana, jej wola nigdy niczym nie została zbrukana. żadnej tajemnicy nie wyjawiła, taka to właśnie była jej kobieca siła. Dzielnie czekała na wybawienie, w ostateczności na śmierci ułaskawienie.
Ale nie przyjdzie zginąć niewieście. Król już z odsieczą pędzi zawzięcie.
Od mistrza cieni otrzymał złe wieści, z wrogiem już teraz nie będzie się pieścił.
Wyśle więc oddział najbardziej oddany jeśli potrzeba zapuka nawet w piekła bramy.
i tak Fifonżus Waleczny, Karolus Wytrwały, Brajanus który poznał już wszystkie strzały. Trio to waleczne ruszy z odsieczą. Uda się lasem, a potem rzeką.
By od podnóża góry do wieży dotrzeć i nie dać wrogowi się przy tym dostrzec.
Król wtedy przypuści od północy atak, odwróci uwagę od wieży obrony,
da szansę małemu oddziałowi pozostać niezauważonym.
Nie zwlekali długo, uzupełnili ekwipunek, wzięli ze sobą tylko potrzebny rynsztunek.
Księżyc swą wędrówkę dwa razy już odbył, Fifonżus do wieży w tym czasie dotarł, nikt już tej nocy nie będzie chichotał.
Fifonżus i Brajanus, wspięli się po murach, jako lekka piechota taka była ich natura.
Karolus pozostać miał pod bramą i czekać aż wrócą z uratowaną damą.
Zabezpieczyć przy tym drogę odwrotu, zadanie to jemu nie sprawi kłopotu.
Dwaj dzielni skrytobójcy, w cieniu się skryli i przez rozległy dziedziniec ruszyli,
eliminowali w trakcie kolejne patrole, nie jest to czas na żadne swawole.
Do wieży dotarli w ten właśnie sposób, nie jest to para przeciętnych młokosów. Jednak instynkt im mówił że coś tu nie tak, czy nie za łatwo im wszystko przyszło? Żeby ich szczęście czasem nie prysło.
Powędrowali szybko po schodach, księżniczka na samym szczycie wieży, odmówiła już pewnie z tysiąc pacierzy.
Trzeba czym prędzej ją uratować, sił nie oszczędzać, odwagę zachować.
Wtem weszli do sali ponurej, po izbie wzrokiem powiedli, księżniczkę w półmroku pod ścianą dostrzegli.
Niewiasta wyglądała jakby chciała coś krzyknąć, lecz knebel w ustach nie pozwolił jej ryknąć.
Whoooz!
Tak poległ bohater pierwszy. Przepołowiony toporem wroga, chwila ta była dla niego naprawdę sroga.
Fifonżus odskoczył na bok, na prędce, zobaczył ogromnego kata z toporem, walkę z nim stoczyć musi wieczorem.
Niestety zasadzka to była taka, załatwił ten drań jednym cięciem jego rodaka.
Nie było niestety czasu na żałobę, w tej chwili Fifonżus zaatakował szablą, rozpłatał katowi tym samym gardło.
Złapał dziewczynę mocno w objęcia, uciekną oni razem od tego nieszczęścia.
Niestety wpadli z deszczu pod rynnę, na dziedzińcu wrogi kapitan szykował już dla nich krzywdę.
Z oddziałem w pełnej gotowości mierzył z kuszy w nieproszonych gości.
I już na spust miał naciskać…
ale w tym czasie, trzeci z kompanów przebił się przez bramę z pełnym impetem, oddział stratował, zaskoczenia wroga w żadnym wypadku nie zmarnował.
Wziął Fifonżusa i księżniczkę na grzbiet i spowrotem pobiegł przez wyrwę w bramie, czeka go jeszcze nie jedno wyzwanie.
Biegli tak chwile, jednak radość ich trwać długo nie mogła, wrogi oddział już ich doganiał, oddechu im złapać tym samym wzbraniał.
Fifonżus wiedział co począć musiał. Słowa były zbędne, popatrzył na kompana, łączyła ich w życiu nie jedna otrzymana rana. Spotkali się wzrokiem i bez smutku żadnego zrozumieli że jest to pożegnanie, mój drogi kolego.
Tak poległ nasz bohater kolejny. Rzucił się z okrzykiem gniewu na wroga, walczył jak gdyby sam gromowładny mu siły dodał.
I zanim skonał jak wojak dzielny, otrzymać musiał ran tysiąc śmiertelnych.
Karolus mógł dzięki temu oddech odzyskać i w dalszą drogę z księżniczką pryskać.
Żuk dzielny dobiegł do wąwozu, pozwolił księżniczce na trawę zeskoczyć, siły zostało już mu niewiele, dołączę do was niedługo moi przyjaciele.
Niewieście kazał oddalić się szybko, przez przesmyk przemknąć i nawet za siebie jednego razu nie zerknąć.
Żuk już widział w oddali wroga, przed nimi otwarta była droga.
Kilka staji, już są blisko popędzą prosto za księżniczką.
Karolus zaczął więc knować, danej mu szansy nie mógł zmarnować. Poświęcenie kompanów na darmo nie pójdzie, wąwóz zawali ciosem potężnym, dołączy do grona swych druhów mężnych.
Tak trzeci z kompanów poległ dla sprawy, księżniczka dzięki temu uciekła, żadna wroga lanca jej nie dosięgła.
Historie tą znają grajkowie, opowiadają ją heroldowie,
bo dzięki tria mężnego waleczności ale także księżniczki nieugiętości,
król zdobył wiedzę tak bardzo potrzebną, by wojnę wygrać z szablą nie zgiętą.
I wtem kurtyna się podniosła, aktorzy pokłon złożyli a widzowie gromkie brawa im bili.
Bo to teatr był wspaniały, ku pamięci bohaterów, chwała im na wieki będzie, los tak nici swoje przędzie.
No i jaki morał z tego? Doceniaj swoich kompanów kolego. Odwaga raz okazana nie zostanie zapomniana. W poczet bohaterów będą wpisani, w karczmach w Gople po wieki wychwalani.