Świąt NIE Będzie


W Gople nowy zaległ cień. Straszny upiór, kto to wie?

Nie świadomi kolędnicy, śpiewać dziś chcą po ulicy. 

Bo świąteczny jest to czas, puszek miękki z nieba spadł. 

Lekki mróz szczypie dzieci w nosy, nikt nie podejrzewa, że czekają ich kłopoty. 

Bo to właśnie w Goplej wiosce, cienie kłębią się okropne. 

A na końcu jednej z ulic, stoi chata opuszczona, 

zapuszczona, trochę brudna, droga do niej dosyć trudna. 

Otoczona jest starym płotem, ostrzega przechodniów przed kłopotem. 

Bo mawiają, że tam straszy i tak będzie po wsze czasy. 

Jednak wiemy bardzo dobrze, że we wszystko wierzyć to nie mądrze. 

Bardziej prawdopodobne, że zalęgły się tam jakieś patusy, trunki tanie piją te ochlejtusy. 

I z powodzeniem ta historia między miejskie legendy mogłaby wylądować, gdyby licho nie zaczął po swojemu knować. 

Licho: ejże Biesie, patrz co się niesie. 

Mam tu ja swój chytry plan, bo przebiegły ze mnie pan.  

Zaproszę ja do Gopła Krampusa, niech zepsuje tam święta, dla mieszkańców będzie to prawdziwa smęta.

Bies: Krampusa? Tego dziada złego? Nawet ciebie nie podejrzewałbym o coś takiego. A niech będzie, co mnie to wszystko, ja chcę tylko zobaczyć to widowisko. 

I tak Licho wysłał kruka niech krampusa szybko odszuka.

Zadanie ten koleżka dostanie bojowe, zamieszkać w opuszczonej chacie, przetrzepać tam ochlejutsom gacie. 

Po czym prezenty dzieciom spod choinek ukraść, niech płacz i zgrzytanie zębów się stanie, nie będzie to dla niego żadne wyzwanie. 

Krampus: a co to za ptak, liścik mi przyniósł? 

Z mego domeczku chce bym się wyniósł?

Licho mój chwat ma dla mnie zadanie?

Pewnie już czas na ucztowanie. 

I tak stara chata z rangi miejskiej legendy, przeobraziła się w obraz prawdziwej nędzy. 

Nędzy i rozpaczy, nie jeden biedak to jeszcze zobaczy. 

Wróćmy zatem do naszych kolędników. 

Ci mali psotnicy, buszowali właśnie po okolicy. 

Od domu do domu, chodzili, śpiewali, a za swe kolędy prezenty dostawali. 

Taka była ich świąteczna tradycja. 

Najpierw wigilia, spotkanie rodzinne, potem świętować i kolędować. 

Zwyczajów takich żal nie dochować. 

Fifi: „Lulaj, że księciuuuniuu, lulaj, że lulaj…”

Mrówa: Fifi, nie pomyliłeś coś słów, to przecież inaczej leciało…

Fifi: No co ty mrówa, nic się przecież nie stało, może coś pokręciłem, może zmyśliłem a co jeśli nową zwrotkę stworzyłem… 

Mrówa nie mógł już słuchać tego bajania, wziął trochę śniegu, i się zamachnął 

fifiego prosto w łeb kulką trzasnął. 

Fifi: Aj mrówa co ty robisz, tej zniewagi puścić ci płazem nie mogę, przygotuj się na odwet zacięty, atak mój będzie bardzo zawzięty. 

Bitwa na śnieżki się rozpętała, Malwina także nie wytrzymała. Karol do nich prędko dołączył. Ciskali śnieżne kule niczym Perun swe gromy, żaden zanadto nie chciał być trafiony. 

I wszystko by było całkiem wesoło, gdyby nie to, że fifi dostał kulką prosto w czoło. 

Przed oczami zrobiło mu się ciemno a w kolanach całkiem miękko

i tak runął w dół ulicy turlając się w śniegu nawałnicy. 

W ferworze walki, nawet się nie spostrzegli, że worki prezentów gdzieś złodzieje powlekli. 

Fifi: O nie! Gdzie prezenty, Ktoś je ukradł? O przeklęty!

Mrówa: Patrzcie tutaj, jakiś ślad, mamy trop, znaleźć złodzieja teraz musimy, obelgi tej nie odpuścimy. 

Trop zawiódł ich pod opuszczoną chatę, wygląda na to, że trudne wyzwanie przyjąć będą musieli na klatę!

Długo się nie zastanawiali przez furtkę uchyloną do środka na dziedziniec pognali. 

Wtem usłyszeli gardłowy śmiech. Zlękli się mocno, oj co za pech. 

Krampus: Hahahaha!

Fifi: Potwór to jakiś na pewno, panowie. On myśli pewnie że my wrogowie?

A może gorzej, ma nas za karmę, wrzuci do gara albo na ruszt, nie wiadomo jaki on ma tam gust.

Mrówa: Nie Fifi, to stara chata, tam raczej jakiś element jest dziwny ale też nie wiadomo czy nie zrobi nam krzywdy. 

Dlatego musimy być sprytni, zakraść po cichu się do środka, odebrać co nasze tym ochlejtusom, nie dać wygranej tym obdartusom.

od trunku ich zmysły na pewno są tempe uda się nam to przecież pewne. 

Malwina: nie bądźcie głupi, to niebezpieczne, pójść po rodziców to przecież lepsze. 

Nie posłuchali niestety głosu rozsądku, chcą doprowadzić sprawę do właściwego porządku. 

Tylko Malwina wiedziała co dobre i jak postąpić jest bardzo mądrze. 

Chłopaki zaś poszli przed siebie, skończą oni pewnie za chwilę w niebie,

Wkrótce zrozumieli jak bardzo się pomylili, z fantazją chyba za daleko się zapędzili. 

Wpadli do środka, gdzie stwór był straszny. Wyglądał trochę jak koza, trochę jak człowiek, skąd ten szkaradny przybysz znalazł się powiedz. 

Futra na nogach, płaszcz ma diabelski, 

Nie wyobraził by sobie tego nawet chór anielski.

I znów ich czeka wyścig o życie, oj dzieci wy chyba się nie nauczycie. 

Uciekaję teraz na lewo, na prawo, stwór chichocze i atakuje,

kopniakiem ich pewnie zaraz poczęstuje. 

Krampus: wpadliście w sidła oj wy biedaki, schrupie was zaraz moje pędraki. 

Fifi ucieka, nie da się złapać ale co począć drzwi zatrzaśnięte, potwór ten chyba ma w swojej mocy, jak Fifi ten problem teraz przeskoczy?

I tak uciekali przez chwile, polegając tylko na nóg swoich sile

Jednak wróg ich do kąta zapędził, śmiech w jego gardle okropnie zarzęził. 

Był coraz bliżej, szpony wyciągał, tą straszną agonię będzie w nieskończoność przeciągał, zaczęli więc żegnać się z życiem, tego co się stanie już nie odzobaczycie. 

Nagle, trzask, huk, jakiś łomot, potwór oberwał żyrandolem, poznał właśnie losu niedole. 

Zatoczył koło, stracił przytomność i runął na glebę sztywny. Czy zbieg ten wydarzeń nie wydaje wam się dziwny?

Malwina sfrunęła spod sufitu. Wyczyn ten zadał jej wyjątkowego szyku. 

Już wszystko jasne, nie zostawiła rodaków. Słysząc ich krzyk, zdecydowała się wrócić po chłopaków.  

Zajrzała przez okno, plan obmyślila i w dogodnej chwili na stwora żyrandol zwaliła. 

Malwina: Chłopaki w nogi, a co jeśli ten stwór oprzytomnieje? Co jeśli na zawsze nie zesztywnieje?

Nie trzeba im było dwa razy powtarzać, czym prędzej wzięli więc nogi za pas, nie dadzą się wywieść już nikomu w las. 

Fifi chwycił przed ucieczka skradzioną torbę, zostawić ja losowi to chyba nie mądre,  na darmo przecież nie ryzykowali, w drodze powrotnej cukierki będą zajadali. 

I tak uciekli ze starej chaty. Do domów wrócili w rodzin objęcia, uniknęli oni kolejny raz wielkiego nieszczęścia. Mogli więc zatem dalej świętować i prezenty otrzymane szybko rozpakować. 

Krampus niestety nie wyzionął ducha, jego gniewu już pewnie nic nie udobrucha. 

Na szczęście otrzymał on ciosy potężne, zimy tej więc nikogo już straszyć nie będzie.

Ale odgrażał się, że za rok wróci i jeszcze przez niego Gopełko się zasmuci. 

Dlatego chłopaki będą się musieli przygotować by szansy od Malwiny otrzymanej nie przyszło im zmarnować. 

Dzisiaj morał poszedł w tany, w końcu święta moje pany. 

Toteż siądźcie, posłuchajcie, i kolędy zaśpiewajcie. 

Czapka z wełny wam się przyda, ubrać ją to żadna krzywda. 

Mama pichci wciąż od rana, uczta wieczorem będzie udana. 

Bo wigilii czas już blisko, gwiazdy niedługo na niebie zabłysnął. 

Czas prezentów, czas radości, przyjdzie witać nam tu gości. 

Fifonż i przyjaciele przekazują dużo radości. 

Dużo szczęścia, niech wam pięknie trwają święta. 

Więc dla wszystkich naszych widzów składamy szczere życzenia, 

w nowym roku życzymy powodzenia!