Stare Dębisko
Nad Gopełkiem słońce świeci. Wstają wtedy wszystkie dzieci.
Bo do szkoły czas już ruszyć. Do nauki zwrócić uszy.
Fifi chrapie nasz maruda. Zaspać chyba się nie uda.
Bo matula jest już z wałkiem i szykuje niespodziankę.
Mama: Hej fifonżu mój malutki, wstawiaj szybko, ubierz butki.
Już jest ósma tu godzina. Czas najwyższy, dzień zaczynać.
W szkole przecież fajnie jest, są koledzy, jest nauka.
Prędko wstawaj i nie zwlekaj, pociąg przecież nie poczeka.
I tak Fifi zbudził się. Z łóżka swego stoczył się.
Ząbki umył, plecak wziął i tak ruszył w drogę swą.
Szkoła w Gople jest daleko, jest za górą i za rzeką.
Drogi tej jest sporo, co za męka, nie jednemu by opadła szczęka.
Ale Fifi dobrze wie, że nauka ważna jest.
Nie żałując nic tchu wcale, gna przed siebie tak wytrwale.
Zaraz będzie na peronie i usiądzie w swym wagonie.
Na peronie spotkał ziomków, innych rodów też potomków.
Mrówa Brajan i Żuk Karol już machają do kolegi, ubaw będą mieli przedni.
Para z lokomotywy bucha, sapie. Motorniczy tu nie chrapie.
I konduktor też gotowy, rusza pociąg ekspresowy.
Sunie torem swoim bajecznym, od zarania, tak bezpiecznym.
Nic też złego się nie zdarzy, Fifi może w drodze marzyć.
Ciuchcia kominem puszcza parę, pociąg pędzi niestrudzony, mija tunel w starej kłodzie, nic nie stoi na przeszkodzie.
Mija las zielony tak, słychać ptaków ćwir i trel,
a w oddali wiatru szmer.
Dalej w brodzie stoi most, w Gople zwanym jest łącznikiem, dla pociągu przekaźnikiem.
Stuk, stuk, stuk, stuk, słychać koła w drodze. Pociąg wszędzie ma po drodze.
Lecz tym razem jest już blisko, przystanek zwany stare dębisko.
Dzieci siedzą już przy ławkach, rozmyślają o rozprawkach.
Belfer wykład rozpoczyna, sroga wtedy jego mina.
Temat ważny, z podręcznika, niech nic z waszej uwagi nie umyka.
Bo podstawą jest przetrwania, być spokojnym w chwili trudnej, umysł chłodny swój zachować, przede wszystkim nie panikować.
I pokazał im Kuraka, to jest takiego złego ptaka, który bardzo jest przebiegły a do tego także wredny.
Stwór ten straszny, z magii czarnej, kusi dzieci cukierkami do swej chaty ich prowadzi gdzie do gara ich tam wsadzi.
Zupkę sobie ugotuje, żaden przepis mu nie obcy, schrupie on was moi chłopcy.
Toteż pamiętajcie moi mili, by Kuraka Złego mijać, nie zapuszczać w jego leże i by nie paść mu w ofierze.
Kurak mieszka w starej chacie, kurze stopy dom ten ma, łatwo poznać jest o tak.
Chata ta na wzgórzu jest, skąd ten szkarad widzi wszystko, więc nie podchodź tam za blisko.
Gdy tylko znak zobaczysz ostrzegawczy, nie zastanawiaj się dwa razy, wróć skądś przyszedł, bez urazy.
Tylko tak poczwary tej unikniesz i w jego garze mętnym nie znikniesz.
Dzwonek szkolny wtem zadzwonił, lekcji czas w ten sposób przegonił.
Belfer odprowadził dzieci, pociąg na nie też już czekał w drodze powrotnej nie będzie zwlekał.
Ciuchcia sunie znów po torach. Ciu ciu pędzi nad jeziorem.
Dzieci jadą i chichoczą, psoty w głowie im się trzepoczą.
Nagle Brajan potknął się i na żuka wpadł z impetem, po czym wszyscy wraz z Fifonżem, polecieli w dół jak kamień, losu kaprys tak się stanie.
Fortunnie wpadli w wody toń. Plusk, plusk, plusk trzy ciała w wodzie, niosą ich w dal ku nie pewnej przygodzie. Bałwany spienione turlają dzieciaki, do brzegu czym prędzej, oj nieboraki.
Nieopodal drzew korzeni, wylądowali na brzegu strudzeni.
Kilka chwil by oddech złapać i już zaczyna się kolejna draka.
Żuk Brajana wini ciągle, mówi że zachował się niemądrze. Mrówa na to, że przeprasza ale gdyby Karol był czujniejszy, chwyt jego byłby pewniejszy, do wypadku by nie doszło, wagon pędził by z nimi dalej prosto.
Tylko Fifi był spokojny, Belfra słowa „przede wszystkim nie panikować” echem w głowie mu dudniły, do działania go skłoniły.
„Hej Panowie” - dość już tego musimy dostać się z powrotem na tory i ruszyć prosto tam gdzie nasze nory.
Tylko czy wiecie gdzieś my są? Albo czy mapę macie jakąś?
Nic mi tu nie jest znajome, chodźmy dalej cóż tu po nas, najważniejsze jest w tej chwili byśmy razem ciągle byli.
I tak poszli skraju brzegiem, potykając się o siebie.
Aż tu nagle burczy w brzuchu, dawno przecie był już obiad. Czas by uczty posmakować.
Mrówa w ściółce coś wypatrzył. Patrzcie ziomki mamy farta ktoś tu zgubił jakiegoś Michałka. Czy cukierka, czy lizaka. Sporo tego, ale heca, będzie uczta jak przy świecach.
Jakby jakoś zauroczeni, czy też może pod hipnozą, brnęli dalej bez pomysłu zajadając każdą pyszność.
I też żaden się nie spostrzegł, ktoś ich tutaj właśnie dostrzegł.
I wtem nagle, tu z za krzaka, wpadli w sidła złego kuraka.
Dzieci w worku, fortel dawno już ograny, na cukierka Fifi i banda zostali złapani.
Kurak pędzi już do chaty, gdzie wyprawi ich w zaświaty. Ale zanim żywot ich zmarnieje ugotuje pyszną zupę, chrupiąc przy tym żuczka skorupę.
Los chłopaków na zakręcie, co to będzie, co to będzie.
Zdobycz z worka, cyk do klatki, nie uciekniecie spod mej zasadzki.
Zaśmiał się przy tym ohydnie, gar ten szybko nie ostygnie.
Fifi rozejrzał się po izbie, chata z drewna, zapuszczona, zapachem wywaru bulgoczącego wypełniona. Zupa może i ta smaczna ale szkopuł mały taki, że w jej skład wchodzą dzieciaki.
Fifi nie wie co tu począć, mrówa całkiem w paraliżu, żuk ze strachu nieprzytomny, a był przecież tak pokorny.
Przejść się nie da, tu za ciasno, może wygiąć chociaż trochę?
Może przegryźć by spróbować, życia przecież nie chcą zmarnować.
Ale na nic trud ich wielki, Los już jest przesądzony, Fifi jest tak zrozpaczony.
Kurak zbliża się do klatki i wyciąga z niej gagatki.
Fifi poczuł strach niemocy, chciał już tylko zamknąć oczy.
Kurak podniósł wtem swój tasak…
Nagle zapach wszelki zniknął, blade światło już nie migło.
Fifonż wstawaj - słyszy krzyk. Najpierw niepewnie otworzył jedno oko, zobaczył obraz rozmazany. NIe do końca rozpoznany.
Fifi nic tu nie rozumiał. Bólu głowy, no i guza. Skąd do licha jest to wszystko, gdzie zły kurak, palenisko? Gdzie ta zupa nie skończona? Z przepisu Złego Kuraka przyrządzona.
Skupił więc swój wzrok trochę mocniej. Toż to Belfer jest przed nim.
I patykiem go tak każe. Fifi może opowiesz nam o swoim koszmarze?
Wtem zrozumiał, jest bezpieczny, usnął toć on tu na lekcji.
Kurak tylko był złym snem, zwykłą marą, zapomnianą, bardzo starą.
Fifi zatem znów do mamy wróci i jej spokoju niczym nie zakłóci.
No i jaki morał mamy? Do szkoły trzeba chodzić wyspanym.
A co do złego kuraka? Tylko jedna jest rada na takiego cwaniaka.
Nie wszystko złote co się świeci, więc bezpieczne tylko dzieci, gdy od obcych cukierki potraktują jak śmieci. A ponadto mieć na uwadze by z dorosłymi podróżować w parze.