Biwak
Słychać chrząszcze gdzieś w oddali, księżyc srebrny świeci jasno.
W lesie cicho szemrzą liście, gwiazdy już niedługo zasną.
Płomień tu rozświetla mrok, tańczy żwawo on mazurka.
Trzaski słychać z paleniska, iskry dźwięcznie skaczą nad ogniska.
Noc kupały dzisiaj w Gople, Fifi i koledzy to sprytne zuchy, nie straszne im są żadne duchy.
Namiot dawno już rozbity, w palenisku drewno skwierczy,
Tak chcą razem tu świętować, podpiekanych pianek posmakować.
Belfer dzieci wziął w opiekę, więc problemów tu nie będzie.
Bo to w Gople wiedzą wszędzie, w każdej norce i na każdej grzędzie.
Wieść tu stara jest taka, że nad Belfra Korfantego nie było wojaka lepszego.
Zaś gdy świat już zwiedził cały, do Gopła powrócił w blasku chwały.
Osiadł wtedy w Starym Dębisku i zaczął uczyć dzieci jak przetrwać w zdradliwym środowisku.
Korfanty z lutnią przy ognisku brzdęka, melodia pełną paletą barw jest nasiąknięta.
Nuty wplatają się w fifiego słowa, historia jego już prawie jest gotowa.
Boruta, przebiegły, rogów on nie ma. Nie jest to też żadna ściema.
I nie jest to nowina, że Bardziej smutnego pana przypomina, a Grozy dodaje mu posępna mina.
Bratem jego Bies, wygląda trochę jak pies.
Lecz nie bierzcie go za czworonoga wraz z borutą on przecie w piekle się wychował.
Oblicze jego straszne, z pyska buchają opary siarki, uciekajcie czym prędzej me niedowiarki.
Licho to trzeci towarzysz przeklęty, trupią ma twarz i spowitą mrokiem.
Tylko odwaga chroni przed jego urokiem.
Szatę ma mroczną i postrzępioną, szuka on tych z duszą niezawinioną.
Gdzie trio to straszne swe stopy postawi, tam chłód, głód i zamęt się prędko pojawi.
Na szczęście moi mili, jest na nich sposób, pamiętajcie więc dobrze by nie kusić losu.
Tak jak fala nie powstanie na niezmąconej tafli wody.
Tak też Boruta, Licho i Bies mają swoje sprawy, więc nie zapraszajcie ich do zabawy.
Fifi wtem przerwał. Brajan miał pytanie. Fifi a czy to nie aby tylko takie dla dzieci bajanie?
Brzmi jak historia by straszyć nicponi, ale nas stąd przecież nic nie przegoni. Powiedz nam Belfrze czy te zjawy istnieją? Czy mężowie przy nich naprawdę marnieją?
Czy istnieją to nie wiem, ale powiem wam przeto, że w każdej historyjce może być prawdy ziarenko, więc lepiej przekornie i z obronną ręką zwady nie szukać i do złych drzwi zwyczajnie nie pukać.
Bo stara wieść rzecze, że kto żyć chce spokojnie, ten zrobi bardzo mądrze, gdy od czeluści swój wzrok odwróci, jej mroku niczym nie zakłóci.
Bo toń ta czarna raz poruszona może być po trzykroć odwzajemniona.
I wtem fifi chciał kontynuować.
Belfer: Fifi przestań już straszyć, północ już blisko, czas najwyższy przygasić ognisko. Do namiotów wróćcie i przytulcie poduszki, niestraszne wam będą już żadne duszki.
Tak też zrobili, w namiotach się schronili.
A czy słyszeliście o północnicy? Takiej biesa pomocnicy?
Duch ten dziewczyny pojawia się w nocy, ni mniej ni więcej niż o północy.
Dręczy on mężczyzn w swej okolicy, każe im uciec od ulubienicy.
Potem ich wita w zimnych objęciach, na skroniach ich składa pocałunek nieszczęścia. W ten sposób znikają oni z tego świata dla oblubienic jest to ogromna strata.
Mieli już kłaść się do spania, lecz mrówa miał czas na rozmyślania.
Fifi a powiedz mi proszę, czy północnica zwana jest także rusałką? Czy jest ona też nocną kochanką?
Nie rusałka to inna zmora, pochodzi ona znad jeziora.
Nie, chyba ją z nimfą mylicie, wrzucił tak Karol, nasz żuk myśliciel.
Wtem ni stąd ni zowąd, jakiś skowyt, może wycie? Zmroził im krew w żyłach, niesamowicie.
Hej panowie, czy to wiatr był taki? Czy to wilk może? Kto nam teraz pomoże.
Idź Fifi spać, coś ci się przesłyszeć musiało, północ przywitać nam tu zostało.
Usłyszeli znów to samo wycie. Na ścianie namiotu zaległ czyjś cień.
A przecież nie był to nawet dzień.
Chłód zmroził im trzewia, fifi znów ubolewa.
Panowie co teraz? Co to za mara nas tu straszy, jak sobie radzić w te trudne czasy?
Trzymać się razem musimy na pewno nie zniszczy nas żadna nienaturalna obecność.
I usłyszeli, głos za grobowy – fi fiiiiiii, fi fiiiiiiiii…
Jestem gotowa na pocałunek, przyjdź tu kochany na poczęstunek.
Fifi nie myślał, jak zaczarowany, opuścić chciał namiot niepowstrzymany.
Karol go wtedy za kołnierz złapał progu przekroczyć mu nie pozwolił, nie odda kolegi do tej niedoli.
Fifi ocknij się, toż to stwór jest z piekła rodem, zguby twojej chce na trudnego życia osłodę.
Panowie wydaje mi się, że to północnica, pamiętacie może czy była na nią jakaś taktyka?
Fifi coś pamiętał, Północnica pojawia się tylko na krótko, sposobu na nią nie ma prostego, przeczekać ją musisz kolego.
Jeśli przez godzinę jej urokom nie ulegniecie, zniknie ze wstydu zanim zaśniecie.
I tak na rozchybotanych nóżkach wyszli z namiotu, być może dla nich już nie będzie powrotu.
Ujrzeli oni stwora strasznego nad ogniskiem lewitującego. Włosy długie, szata płowa, księżyc rozjaśnił jej lice, czy stwór ten straszny mógł mieć tak piękne oblicze?
Fifi spytał, damo piękna cóżeś od nas chciała powiedz, my nie jesteśmy Ci wrogowie.
Chłopcze młody podejdź tu bliżej niech no ja Ci się przyjrzę. Chciałabym spróbować ust twoich, bo widzisz przedwcześnie ja z tego świata zeszłam i w zaświaty nie odeszłam. Nie przyszło mi nigdy zasmakować prawdziwej miłości przez co bies mnie zatrzymał ku swojej radości.
Teraz po wsze czasy służyć mu muszę, cierpiąc przy tym okropne katusze.
Z niedoli mojej tylko dzielny młodzieniec mnie wyrwie, pocałunkiem w policzek klątwę mą zdejmie.
Fifi sobie pomyślał co mi tam, pomogę niewieście, uratuję ją od losu piekielnego, niech odejdzie w spokoju do świata niebiańskiego.
I nawet nie spostrzegł gdy zjawa się zbliżyła, szpony obnażyła i już do ataku się chyliła.
Trzask, trzask, z opresji uratował go jego oddany chwat. Mrówa rzucił w fifiego kamieniem powodując przy tym oprzytomnienie. Fifi z czaru się wyzwolił w ostatniej sekundzie, ciosu uniknął, na bok zrolował i resztką swych sił równowagę zachował.
Teraz zrozumiał fortel przebiegły, zjawa mamiła go głosem pięknym. Panowie nie widzę tu szansy powiedział Fifi, unikać musimy jej zwinnie i sprawnie, by nie skończyć już więcej w podobnym bagnie.
I tak zaczął się wyścig o życie, fifi, mrówa i karol, pędzą jak szaleni, nie chcą z potworem tańczyć wśród drzew korzeni. Biegną na około ogniska, mijają namioty, ze strachu nie czują jak oblewają ich zimne poty.
Fifi zerka na podręczny czasomierz, za piętnaście pierwsza, muszą wytrzymać jeszcze chwile, nie dadzą się przecież tej mrocznej sile.
W tem fifi się potknął, przez nieuwagę, korzeń dał teraz zjawie przewagę.
Mrówa i Karol, polegli z impetem, już chyba po nich, pacierz zmówiony, grzechy wyznane, ich losy dalej będą nieznane.
Korfanty nagle wybiega z za krzaka, chwyta zjawę za kołnierz, oj co za draka.
Malwina, dość tych głupot, co Ci do główny strzeliło, chłopaków straszyć to przecież nie miło.
A co jak teraz będą sikać po nocach, plamy mokre zostawią na kocach?
Dość tych głupot, ściągaj maskę, wezwę do szkoły potem Twoją matkę.
Pod maską okazała się ich koleżanka Malwina, przepraszam chłopaki, za swój występek, chciałam napsocić tylko troszeczkę. Teraz udam się już na sen, jutro zaczniemy razem nowy dzień.
I tak Malwina poszła do namiotu, nie chciała już robić nikomu kłopotu. Chłopaki nie mieli do niej urazy, nie będą nazajutrz jutro szukać zwady.
A was gagatki też chyba ukażę, powiedział Korfanty, zamiast wezwać mnie do pomocy, chcieliście walczyć pod osłoną nocy.
A co gdyby zjawa prawdziwa była, gdyby to północnica was po lesie goniła?
Nikt nie był wstanie odpowiedzieć na zadane pytanie, słychać było tylko już sów pohukiwanie.
Korfanty pozwolił dzieciom iść spać, nauczkę dostali, strachu najedli się za wszystkie lata, na szczęście nikt dziś nie odszedł z tego świata.
Chłopaki zapakowali się szybko w śpiwory, nie mając już siły na żadne spory, padli na wznak z wycieńczenia, przytuli ich dzisiaj matka ziemia.
Gwiazdy na niebie powoli przygasły, mrok ustąpił powoli słońcu, pozwalając naszej historii zmierzyć ku końcu.
No i jaki morał mamy?
Fifi ze strachu dał się oczarować, przez co otwartego umysłu nie potrafił zachować, dlatego najważniejsze moi mili byście zamiast na strachu to na rozwiązaniu się skupili. Wtedy podstępy uknute was nie zaskoczą a nicponie żadne nie za chichoczą.
